30 sierpnia,

podobno każda miłość jest prawdziwa. podobno każde szybsze bicie serca, każda tęsknota, łza, nieprzespana noc - to dowody prawdziwej miłości. i choć wydaje mi się to banalne, kiedy dłużej nad tym pomyślę, dochodzę do wniosku, że do szybszego bicia serca, tęsknoty, łez i nieprzespanych nocy doprowadziła mnie w całym moim życiu tylko jedna osoba. tylko tej jednej miłości jestem naprawdę pewny, cała reszta to podejrzenia. a podejrzenia to zdecydowanie za mało.

co mam jednak powiedzieć o uczuciu, które nie budzi tęsknoty, ale ciszę i spokój? zamiast łez przynosi uśmiech? zamiast nieprzespanej nocy spokojny sen?

co powiedzieć o ciele, które nie budzi zwierzęcej żądzy, ale tchnie bezpieczeństwem?

z przerażeniem zauważam, że ostatnio częściej wspominam przeszłość. nie są to dobre wspomnienia, ale...są. im więcej o tym myślę, tym wyraźniej widzę, jak inna jesteś od tego, co dotychczas mnie spotykało. im bardziej zdaję sobie z tego sprawę, tym bardziej boję się, że nie będę potrafił cię docenić. wypatruję kryzysu, chociaż jest mi dobrze, ciepło, spokojnie. za dobrze. za ciepło. za spokojnie.

ktoś kiedyś napisał, że ludzie śmiertelnie chorzy zazwyczaj obierają jedną z dwóch dróg: życie oparte na spokojnej kontemplacji ostatnich dni lub życie oparte na szaleńczym biegu, walce o każdą chwilę. chciałbym wybrać jedną z tych dróg zamiast stać bezczynnie i wpatrywać się w niewyraźne drogowskazy. jak zwykle jestem gdzieś pomiędzy, zagubiony, niezdecydowany, nieokreślony. jak zwykle nie wiem, nie potrafię, nie chcę, nie jestem w stanie. jak zwykle pierdolę coś, co może być dobre, na rzecz czegoś, że może być tylko nijakie.

oprócz tego znów przekonuję się, że ufanie ludziom i otwieranie się na nich nie ma większego sensu. znów zaczynam doceniać pobieżne relacje oparte na emocjonalnych unikach i werbalnych ogólnikach. myślałem, że pod koniec coś się we mnie zmieni, przełamie, coś dojrzeje, zakwitnie... dojrzała we mnie jedynie świadomość, że dojrzewać nie warto.

talk talk - renée


wcześniej ...