13 lipca,

nie widziałem morza od 26 dni. nie pamiętam już zapachu mokrego piasku.
zamknięty w hermetycznym świecie szpitali, lekarzy i pacjentów, żyję w coraz bardziej odrealnionej rzeczywistości. mam wrażenie, że wszystko rozmywa się, rozpływa, roztapia. nie ma kształtów, głosów, zapachów. wszystkie czynności wykonuję z zamkniętymi oczami, żeby przypadkiem nie zapamiętać zbyt wiele.

jak to możliwe, że cały czas masz na ustach uśmiech?

w bezsenne noce przypominam sobie dni sprzed. nie umiem pozbyć się wrażenia, że to już nie wróci. nie wróci moja siła i wola walki. nie odzyskam tej nadziei i energii, z którą wstawałem z łóżka codziennie rano. wszystko jest cieniem, pozostałością, śladem, wspomnieniem. pielęgnuję w sobie każdą z tych myśli, odtwarzam je zwłaszcza wtedy, kiedy na sali gaśnie światło.

znalazłem w sobie spokój, którego zawsze szukałem. równowagę, bez której nie mogłem stanąć na nogi. czuję się bezpiecznie, jakbym po długiej i męczącej wędrówce wreszcie wrócił do domu.

moje serce jest teraz wanną wypełnioną po brzegi ciepłą, krystalicznie czystą wodą. mogłabyś w niej utonąć, ale zamiast tego zanurzasz się stopniowo, moczysz włosy, ramiona, kark, szyję.

często śni mi się twój uśmiech i to popołudnie, kiedy przewróciłaś się na rowerze. w tych snach masz na sobie szary sweter, na głowie potargane włosy, w uszach długie, ciężkie kolczyki. nic do mnie nie mówisz, uśmiechasz się tylko lub oglądasz przez ramię.

tęsknię za wszystkim...czyli właściwie za czym?

hooverphonic - eden


wcześniej ... później